Ministerstwo Energii zapowiada stres testy na prosumentach biznesowych

Jeszcze przed uchwalaniem kagańcowej nowelizacji ustawy o OZE, która zasadniczo uczyniła inwestycje prosumenckie w gospodarstwach domowych nieopłacalnymi, wiceminister ds. energii Pan Minister Piotrowski zapowiadał, że w ciągu pół roku powstaną rozwiązania, dzięki którym prosumentami, będą mogli stać się także mali a nawet średni przedsiębiorcy. Po czterech miesiącach Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej (DEO) w Ministerstwie Energii – Pan Andrzej Kaźmierski, na konferencji „Fotowoltaika w Polsce” powiedział, że "Prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej prosi i apeluje żeby nie „ruszać” małych firm wytwarzających energię z OZE, bo według niego to się opłaca i jest dobrze jak jest. Ministerstwo Energii uważa jednak, za konieczne dopracowanie tego zagadnienia".

Skoro to o mnie jako o przeszkodzie na drodze do czynienia dobra, zacznę od wyjaśnienia kontekstu. Wobec coraz powszechniej uprawianego przez małe firmy prosumeryzmu, określam je mianem „autoproducenta energii z OZE” lub – używając frazeologii z ustawy o OZE - „prosumenta biznesowego”. Termin ten użyłem dzień po chwaleniu ustawy o OZE z potrzeby odróżnienia prosumenta biznesowego od „niebiznesowego”, zdefiniowanego w ustawie o OZE jako osobę fizyczną (lub tzw. ułomna osobę prawną), będącą właścicielem mikroinstalacji OZE, która może funkcjonować na rynku wyłącznie w tzw. systemie „opustów”. Chodzi zatem o kogoś będącego w istocie detalistą, kto dostaje za swoją energię cenę tak jakby był hurtownikiem i dodatkowo oddaje 20-30% wytworzonej energii za darmo swojej miejscowej spółce energetycznej (monopoliście).

Przypomnę, że proponując termin „prosumenta biznesowego”, chciałem odróżnić małą firmę jako producenta energii w mikroinstalacji od „prosumenta” w ustawie o OZE, którego Ministerstwo Energii (dokładnie wg wiceministra Andrzeja Piotrowskiego) przedstawia następująco: „… powinien być obywatelem, który skupia się na produkcji energii na własne potrzeby jest wrażliwy na kwestie środowiskowe i nie może być nastawionym na działanie dla zysku" (ma "działać pro publico bono, tak jak np. pozarządowe organizacje ekologiczne” lub (…) „zbieracze znaczków”).

Zbieracze znaczków, hobbyści, a także pozarządowe organizacje (tego typu podmioty faktycznie nie powinny być nastawione na zysk i raczej nie aspirują) nie zdołają w tych okolicznościach wyrwać Polski z braku inwestycji, w tak potrzebne, ekologicznie czyste, własne (lokalne) źródła energii i nie są w stanie powstrzymać obecnego dryfu Polski ku dawno już i na świecie bezpowrotnie minionej przeszłości energetycznej, którą konserwują powyższe ministerialne interpretacje . Obywatele-prosumenci generujący przychody ze sprzedaży energii i umiarkowany zysk, mieliby szansę zainicjowania potrzebnej zmiany, ale - w efekcie nowelizacji ustawy o OZE i wykreślenia jedynego i, przy obecnej relacji cen energii i kosztów mikroinstalacji, uczciwego instrumentu taryf gwarantowanych (FiT) zostali jej pozbawieni. Rozwiązanie wprowadzone przez Ministerstwo Energii – opusty (czyli „nierównoważny barter w formie energii”) nie jest nieuczciwe tylko dlatego że inwestycja prosumencka się nie opłaca, ale dlatego że sprawia wrażenie, że tak właśnie jest bazując na typowych słabościach konsumenta, który jeszcze nie stał się prosumentem, czyli na jego nikczemnej pozycji wobec monopolu oraz tzw. „amnezji CAPEX- owej”. Amnezja CAPEX-owa polega na racjonalizacji dokonanego zakupu w taki sposób, że widzimy bieżącą użyteczność, nawet jak jest niewielka, ale (o ile tylko możemy) zapominamy o CAPEX, czyli o tym ile nas ta użyteczność na samym wstępie kosztowała.

Na tym zasadniczo, w majestacie uchwalonego przez Sejm prawa, osadzony jest mechanizm wyzyskiwanie konsumentów (którzy zdecydują się zostać prosumentami) przez koncerny energetyczne, dostawców i niestety także przez państwo, którym. Jeszcze większym problemem jest to, że nikt, nawet służby państwowe nie mają interesu aby głośno o tym mówić. Tymczasem w mocy pozostają (nawet jak udało się znaleźć parę nisz gdzie wyniki ekonomiczne mogą być lepsze) analizy IEO z czerwca br. zakończone konkluzją, że w reżimie znowelizowanej ustawy o OZE inwestycje w mikroinstalacje przez osoby fizyczne (gospodarstwo domowe) będą nieopłacalne, ale celowe będzie inwestowanie w mikroinstalacje przez przedsiębiorców (prosument biznesowy). To m.in. dlatego, po analizie skutków ekonomicznych uchwalonej w dniu 20 czerwca br. roku ustawy o OZE także IEO wyróżnił „prosumenta biznesowego”, który zgodnie kodeksem spółek handlowych, nie tylko nie powinien, ale wręcz nie ma prawa tracić na inwestycjach i w tej sprawie ma większą świadomość ekonomiczną i nie tak łatwo go namówić na nieracjonalne inwestycje jak Kowalskiego na konsumpcję.


Definicja IEO nawiązuje wprost do art. 41 ust. 8 znowelizowanej ustawy o OZE (ta część, raczej szczęśliwie, nie została pośpiesznie znowelizowana i firm nie objęto obecną definicją prosumenta), który mówi o tym, że „… sprzedawca zobowiązany dokonuje zakupu oferowanej (energii elektrycznej z OZE), cena zakupu energii elektrycznej (…) wynosi 100% średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym w poprzednim kwartale, czyli:
1. bez oddawania 20-30% energii za darmo, tak jak „prosument z ustawy o OZE”,
2. przy niższych niż prosument indywidualnych kosztach inwestycyjnych (odliczany VAT
3. przy znacznie wyższym niż typowe gospodarstwo domowe współczynniku autokonsumpcji (średnio jak 30% - prosument indywidualny do 70% - prosument biznesowy, choć słowo „średnio” trzeba tu używać z nadzwyczajną ostrożnością)
4. bez obowiązku płacenia renty monopolistycznej lokalnemu dostawcy energii (prosumenci biznesowi mogą korzystać z zasady TPA – nie musza mieć umowy kompleksowej z tzw. „sprzedawcą zobowiązanym”, czyli mogą aktywnie działać na rynku energii.

W ustawie o OZE pozostała mała szczelina, gdzie przynajmniej niektórym (faktycznie dotyczy to tylko niewielkiej grupy spośród płacących najwięcej za energię małym i średnim firmom (nie mają prawa być hobbystami, a co miesiąc są dociskani do ściany wysokimi i rosnącymi cenami energii jak obowiązkowym parapodatkiem) mogą jeszcze (?) skorzystać z dobrodziejstw ustawy o OZE. To tyle gwoli wyjaśnienia o co chodzi.

Jest część prawdy w stwierdzeniu Pana Dyrektora. Rzeczywiście apelowałem o zostawienie w spokoju „prosumentów biznesowych”. Wyjaśnię dlaczego.

Wielu obywateli działających w dobrej wierze, którzy uwierzyli w taryfy gwarantowane dla prosumentów, także w wyniku działań Ministerstwa (lub ich braku) poniosło straty, a po „doprecyzowaniu przepisów” nikomu z nowych prosumentów już się nie opłaca, poza naprawdę nielicznymi świadomymi lub (to częściej) nieświadomymi zagrożeń Polakami.
Ministerstwu Energii „udało się” też doprecyzować system aukcyjny w taki sposób, że sektor OZE „nie zna dnia ani godziny” i ponosi olbrzymie (niepotrzebne i obniżające konkurencyjność sektora wobec energetyki tradycyjnej oraz samych firm) koszty dostosowania się do systemu, którego nikt, poza wpływowymi koncernami, nie zna. Będzie drogo i elitarnie, będzie pogoda dla bogatych i niepogoda dla małych i biednych (podobnie jak w przypadku prosumentów).
„Doprecyzowane” zastały też zasady lokalizacji farm wiatrowych. Teraz „na tym odcinku” wszystko jest już jasne.
Złowrogie dla OZE pomruki docierające od czasu do czasu z Ministerstwa Energii i niedostatek empatii wobec konsumentów energii nie dają podstaw do wiary w dobrą zmianę na tym odcinku.

Z tych powodów obawiam się zapowiedzianego „dopracowania” i kolejnej nowelizacji. Boję się zatrzaśnięcia na zawsze także tej szczeliny, furtki wyjścia, dla tych nielicznych prosumentów biznesowych, gdzie jeszcze jest „normalnie” i gdzie wiadomo jak z prostych przepisów skorzystać i gdzie, też przyciśnięty do muru (też zagrożony bankructwem) dostawca mikroinstalacji, ma trudniej obiecać domniemane jedynie krociowe zyski...

Nie znaczy to jednak, przy działaniu w dobrej wierze i po szczegółowej analizie taryf, profili zużycia energii i rzetelnych prognoz, że nie można tej szczeliny poszerzyć dla większej grupy przedsiębiorstw i wesprzeć te, które dźwigają gospodarkę i dla których energetyka staje się przysłowiową kulą u nogi. Dlatego proszę obecny rząd aby nie doprecyzować w poczuciu wszechwiedzy i władzy, ale w konsultacji. Proszę aby projekt nowelizacji skonsultować z tymi, którzy mają być beneficjantami (zakładam, że tym razem nie ofiarami) zmiany, czyli organizacjami małych i średnich przedsiębiorców, którzy dźwigają (bez możliwości inwestowania w OZE) nadmierne koszty obecnego systemu energetycznego. Dobitnie w tej sprawie – w kontekście kosztów energii dla małych firm - wypowiedział się IEO, który zapewne wyda opinię o każdej nowej propozycji Ministerstwa i Rządu w tej sprawie. Kluczowe jednak jest skonsultowanie propozycji zmian w ustawie z organizacjami małych przedsiębiorców, tymi „przypiętymi” do niskiego napięcia na najdroższych taryfach „C”, w szczególności zrzeszanych w takich organizacjach jak np. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Związek Rzemiosła Polskiego , NSZZ RI "Solidarność" , Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych , Związkiem Gmin Wiejskich RP, związkami producentów rolnych, lokalnymi izbami gospodarczymi i innymi.

To im bowiem najbardziej dokuczą przeforsowane przez Ministerstwo Energii podwyżka stawki opłaty przejściowej (od stycznia 2017 r.), plany wprowadzenia nowe stawki „opłaty mocowej”, wyższe opłaty sieciowe i dystrybucyjne, wyższe koszty uprawnień do emisji (których nie sposób unikać spalając węgiel) i wszystkie inne nadmierne obciążania wynikające z renty monopolistycznej i renty zacofania w energetyce oraz nieefektywności systemowej. Polskie firmy nie mogą być ofiarą powiększającej się na tle Europy regionalnej niekonkurencyjności krajowej energetyki w swoim tradycyjnym wydaniu, a jakikolwiek dotyczące ich zmiany w prawie powinny być wprowadzane odpowiedzialnie, w duchu realizacji zasadniczego celu ujętego „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. To bowiem te firmy, a nie energetyka, dźwigają rozwój kraju i to właśnie one mogą wzmocnić krajową energetykę, ale nie kolejnymi transferami pieniężnymi na rzecz monopolu, tylko dostawami nadwyżek energii ze źródeł rozproszonych, utrzymując jednocześnie dzięki własnej energii niskie koszty swojej działalności podstawowej i generując dzięki OZE trwałą wartość dodaną.

W tej samej kwestii, ale więcej o podziale prosumentów na mniej lub bardziej tracących oraz o przyczynach zagrożeń wynikających z dotychczasowego podajcie do tworzenia prawa prosumenckiego na blogu "Odnawialnym"
Trwa ładowanie komentarzy...