Czy naprawdę smogowi winne są kominki?

Mamy zimowy smog, fakt. Kluczowe pytanie dotyczy co jest rzeczywistą przyczyną i jak zaradzić. W tle tego pytania jest inne – kogo obwinić i na czym zarobić. Podnoszone są głosy aby rozprawić się z kominkami. W walce ze smogiem zdecydowałem stanąć po stronie kominka, głównie z powodu słabości praktycznie dostępnych rozwiązań alternatywnych i substytutów.

Poważne i częściowa udokumentowane zarzuty wobec kominków (na przykładzie kominków warszawskich) pojawiają się wśród haseł ruchów antysmogowych, które co do zasady cieszą się moją szczerą sympatią. Postulaty te wraz z uzasadnieniem zostały opisane i przedstawione na filmie w artykule w Gazecie Wyborczej. Autorzy badań przedstawiają wyniki wyrywkowego pomiaru stanu zapylenia w pomieszczeniach z kominkiem na drewno i stawiają tezę, że na warszawskich willowych osiedlach takie jak zielona Białołęka (gdzie mieszkam i gdzie o tej porze czuję ciężki zapach siarki, czyli spalanego węgla) może być 30 tysięcy kominków, które w zasadzie należałoby wyłączyć, ale nie wskazują co zamiast kominków może rozwiązać problem i w jakim zakresie oraz za ile.

Wiadomo, że Ministerstwo Energii proponuje transport elektryczny na węgiel i ogrzewanie elektryczne na sam węgiel i na współspalanie biomasy z węglem. Węglowe przedsiębiorstwa ciepłownicze proponują przyłączenie do swojej sieci tych którzy jeszcze nie są przyłączeni. Lokalnie to przyniesie pewien efekt jeśli chodzi o pyły („pewien”, bo zastąpienie na siłę np. ogrzewania gazowego lub lokalnego OZE ogrzewaniem z centralnego źródła da per saldo efekt odwrotny), ale spalanie węgla i jego współspalanie z biomasą leśną (zawłaszcza mokrym drewnem iglastym) w dużych jednostkach to (poza mniejsza emisją pyłów) też wysoka innym miejscu emisja tlenków siarki, azotu, kancerogennych benzopirenów (węgiel i biomasa) i rtęci oraz CO2 (węgiel). Naraz wszyscy chcą walczyć z tym co widać nad kominem (pyły PM10) i co czuć (niedopalone węglowodory) i to co jest kancerogenne i jest mierzone (ułamek procenta powierzchni kraju), a nie o to czego nie widać nawet jak jest groźne (CO2) czy tego co nie jest wokół nas mierzone a jest zabójcze (np. związki rtęci).

Generalni za mało krytykowane są niestandaryzowane paliwa (brak norm) bo to mogłoby być odczytane jako ryzykowany atak na polski węgiel o niestety niskiej jakość i na polskie drewno leśne w którym dominuje bogaty w żywice (źródło emisji furanów i związków chloru oraz dioksyn) surowiec z drzew iglastych na którym zarabiają Lasy Państwowe. Słusznie ostrze krytyki nakierowane jest na kotły rusztowe narzutowe, ręcznie obsługiwane, tzw. „kopciuchy”, w których oprócz węgla spalane są plastyki, obuwie gumowe (czasami Gazeta Wyborcza lub Nasz Dziennik, czyli wszyscy są winni) oraz silniki diesla, zwłaszcza w starych samochodach z wyciętymi filtrami. Dobrze że narasta świadomość społeczna w tym zakresie i że podejmowane są działania naprawcze przez rząd, samorządy oraz budzą się lokalne inicjatywy i oddolne ruchy mieszkańców na rzecz czystego powietrza.

Szkoda, że są to działania impulsowe, sezonowe (w znacznej części przeminą wraz z sezonem grzewczym) i że nie są wsparte długofalowym działaniem systemowym opartym na solidnych naukowych podstawach i rzetelnej edukacji, ale już dawno nic tak Polaków tak nie zaktywizowało jak tegoroczny smog i dawno jako społeczeństwo nie przeszliśmy tak szybkiego procesu uświadamiania sobie naszego dobrobytu od czystego powietrza oraz naszego komfortu życia od polityki ekologicznej.

Dlatego z pewną nieśmiałością wracam do sprawy kominków domowych na drewno, które w efekcie nazbyt powierzchownej oceny też znalazły się pod pręgierzem społecznej rewolucji antysmogowej, która jak każda rewolucja ma skłonność do lekkiej przesady. Mimo niesprzyjających okoliczności i nastrojów chciałbym stanąć w obronie kominków. Podam dla przykładu kilka argumentów:
• Kominki są użytkowane zazwyczaj tylko kilka godzin na dobę, a czasami tylko w szczytach zapotrzebowania na ciepło (siarczyste mrozy, gdy jest bardzo dobre spalanie i gdy właściciel kominka odciąża przeciążone w takich momentach w Polsce systemy elektroenergetyczny, gazowniczy czy ciepłowniczy). Nie można wyników chwilowego pomiaru zestawiać z normami dobowymi. Poza tym rozpalane okazjonalnie (zamiast kominków) szczytowe źródła elektrowni i ciepłowni też silnie kopcą.
• Nie można wyciągać wniosków z badania kominka bez wcześniejszego badania jakości spalanego drewna. Nie chodzi tylko o to czy jest to drewno suche, ale czy jest to drewno liściaste i czy nie ma np. zanieczyszczeń i pleśni (np. na korze, drewno pozajakościowe).
• Jest pytanie o alternatywę w postaci np. kotła węglowego. Jeżeli chodzi o kwestie ekologiczne to nie doświadczyłem (choć nie wykluczam) aby właściciele komików spalali w nich (w swoich pokojach dziennych) np. obuwie gumowe, odpady z warsztatu czy pety (takie rzeczy widziałem niestety w domowych kotłowniach węglowych, Ale jeśli chodzi o niezależność ekonomiczną od monopoli i lokalne (samodzielnie, bez pomocy państwa zapewniane) bezpieczeństwo energetyczne to co możne pobić drewno jako paliwo w sytuacjach ekstremalnych?
• Kominek dla nas ludzi gromadzących się od tysięcy lat wokół żywego ognia, pełni taką rolę tak jak świeca i wieczorna lampka czerwonego wina (też uchodzącego za szkodliwe) przy wspólnej kolacji z bliskimi osobami. Ogień w kominku z kontrolowany procesem spalania czystego drewna odwołuje się do jednej z naszych na bardziej archetypowych potrzeb człowieczych.

Trudno jest mi się zgodzić z postulowanym mechanicznym zakazem palenia drewnem w kominkach w efekcie uchwalania ustawy antysmogowej, tak jak w Małopolsce. Potrzebna jest szersza refleksja. Jestem za to za wprowadzaniem norm na drewno kominkowe, które powinno być chronione przed jego spalaniem w elektrowniach i ciepłowniach węglowych, bo one do tego nie zostały zaprojektowane (kominki tak i efektywniej edukują emisje CO2) i bezrefleksyjne spalanie w nich drewna podnosi jego ceny i wtedy właśnie ludzie sięgają bo tanie substytuty. Wyeliminowanie kominków wcale nie będzie świadczyć o nowoczesności, ale raczej o małej wyobraźni i nazbyt wąskim patrzeniu na w sumie złożone sprawy na styku ekologii i energetyki. Tu trzeba lekarza rodzinnego, bo problem jest, ale nie chirurga, który wytnie coś co możne dobrze służyć i wstawi kosztowany i nie mający tej samej funkcjonalności implant.

W słynnej książce Marc'a Elsberga „Blackout” totalna awaria systemu energetycznego przypada na okres zimowy, a bohaterem jest … kominek na drewno i agregaty prądotwórcze na drewno, będące w rękach nielicznych szczęśliwców (dzięki drewnu w tymże naukowym thrillerze najlepiej w Europe bez prądu radzili sobie ceniący na co dzień czyste powierzę Austriaccy) .

Czysta, bogata i innowacyjna Norwegia jest prawdziwym zagłębiem kominków i wielkiej kultury czystego palenia drewnem. W niezwykłej książce Larsa Myttinga "Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" autor pokazuje jak mądrze gospodarować drewnem i jak się z nim trzeba obchodzić. Taka lub podobna książka – poradnik powinny trafić do każdego polskiego domu z kominkiem. Norwegowie mają tani własny niekomisyjny gaz i tanią zieloną energię z elektrowni wodnych, którymi się ogrzewają. Ale wśród regulacji mówiących, w co musi być wyposażony domek jednorodzinny, mają jedną bardzo mądrą: dom (ogrzewany elektrycznie lub gazowo) musi mieć drugie, zapasowe źródło energii, którym w praktyce jest kominek. Dzięki temu Norwegowie radzą sobie z okresowymi klęskami żywiołowymi i odciążają system energetyczny w szczycie zapotrzebowania unikając blackoutów.

Przykład ceniących kominki i ekologię Norwegów jest znamienny. Po pierwszej części Pucharu Świata w Wiśle oraz Zakopanem Norwescy skoczkowie narciarscy pomiędzy pucharowymi weekendami w Polsce wrócili do swojego kraju kominków, a media podają, że powodem takiej decyzji w trosce o ich formę jest nasz polski … smog, który okazał się silniejszym argumentem za wyjazdem niż nasza polska gościnność.

Cały artykuł jest dostępny na blogu "Odnawialnym"
Trwa ładowanie komentarzy...