Kto i o czym debatuje na konferencjach energetycznych, a kogo i jakich tematów tam nie ma i dlaczego

Zakończyło się Forum Ekonomiczne w Krynicy, jedno z najświętszych wydarzeń gospodarczych w Polsce (polskie Davos). Energetyka była jednym z ważniejszych tematów. Tradycją się stało że o energetyce na spotkaniu tej rangi rozmawiają przedstawiciele resortu energii i spółek energetycznych, narzekając zgodnie na UE i kreśląc plany inwestycyjne. Tym razem rząd i spółki skarbu państwa wysyłali sygnały o gotowości do zmian w obecnie prowadzonej polityce energetycznej. Ale czy dyskusja o energetyce bez UE, Niemiec i sektora prywatnego ma sens? Niech Forum w Krynicy, które faktycznie przyniosło pewien przełom w polityce energetycznej posłuży jako przykład do czego prowadzi polityczny lub biznesowy PR oraz brak uczciwej debaty i niezależnych opinii.

Zacznijmy od przełomu. W Krynicy Minister Energii zapowiedział, że Elektrownia Ostrołęka będzie ostatnią nową elektrownią węglową w Polsce i że powstaną 4,5 GW w nowych blokach elektrowni jądrowych. Wiceminister energii zapewniał że atom znajdzie środki (75 mld zł), a model finansowy wykorzystujący środki krajowe „będzie zaskakujący”. PGE poinformowała o porzuceniu pomysłu budowana w Elektrowni Dolna Odra nowego bloku węglowego i budowie blogu gazowego. Prezes PGNiG zapowiedział, że dzięki inwestycjom w dostawy gazu i faktowi, ze gaz w UE jest tani, po 2022 roku możemy całkowicie zrezygnować z odbierania rosyjskiego gazu. Podczas Forum największy inwestor na świecie w zielona energetykę - Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) udzielił kredytów w wysokości prawie 1 mld euro na strategiczne inwestycje w sektorze energetyki i w sektorze naukowo-badawczym oraz przeznaczył dla Grupy Energa 250 mln euro na modernizację i rozbudowę sieci dystrybucji energii elektrycznej w północnej i środkowej Polsce. Suma tych informacji sprowokowała niektórych obserwatorów do postawienia tezy o dokonanym w Krynicy zwrocie w polityce energetycznej Polski. Jednocześnie jednak brakuje jaśniejszej wizji co dalej.
Wśród przedstawicieli rządu i spółek toczyła się też równoległa dyskusja o elektromobilności, innowacyjności, start-upach (zasadniczo bez udziału start-upów) ale bez wchodzenia w kluczowe kwestie konieczności zmiany krajowego struktury miksu energetycznego. Samo mówione o innowacyjność w państwowych koncernach węglowych to taki sam oksymoron, takie jak „żywy trupy” czy „pracowite lenistwo”. Modele biznesowe monopoli energetycznych nastawione są bowiem na lobbing o regulacje chroniące tradycyjne zasoby wytwórcze (w Polsce regulacje tworzone są przez właściciela monopoli), utrzymanie masowego klienta i lub „efekt skali” w infrastrukturze dystrybucji energii.

Jedyną spółką, która dostrzegła przyszłą rolę OZE były Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) - firma na wskroś państwowa która w swojej strategii wprowadziła pewne możliwości w tym zakresie jaki i dostrzegła ograniczenia i zagrożenia obecnej (dotychczasowej) polityki. Dyrektor Andrzej Kaczmarek zarządzający Centralną Jednostką Inwestycyjną PSE wyraził nadzieję, że w końcu prosumenci okażą się policzalnym zjawiskiem i że trzeba zadać sobie pytanie czy przyszłym pokoleniom pozostawimy dotychczasową (niepasującą do OZE, systemów rozproszonych i elektromobilności) infrastrukturę wytwórczą i dystrybucyjną jako koszty osierocone. Dyrektor Kaczmarek bodajże jako jedyny panelista zwrócił też uwagę że innowacje w spółkach skarbu państwa, to co najmniej duże wyzwanie z uwagi awersję managerów tych właśnie spółek do ryzyka i niewielkie szanse na sukces.

Pytanie o koszty osierocone jako skutki z nietrafionych decyzji spółek, wymuszanych przez polityków jest jak najbardziej zasadne, bo politycy nie płacą sami za przyszłe straty. To firmy (ich udziałowcy) mogą zapłacić w odpisach, a odbiorcy energii w taryfach. Uczestnicy debat z Europy Środkowo-Wschodniej pokazali, że u nich zwrot już się dokonał i choć nie jest jeszcze widoczny zwrot ku OZE, to wiadomo gdzie idą. Przynajmniej starają się poruszać w ramach polityki UE i wskazują na znacznie większą role sektora prywatnego. Wiceminister przemysłu Czech, Lenka Kovacovska mówiła o tym, że wszelkie dyrektywy z Brukseli muszą być uzasadnione rynkowo. – Nasz rząd, mówiła mister (można dyskutować czy tak jest w istocie) nie posiada spółek (państwowych), więc patrzy zgodnie z ich perspektywą. Wy (Polska) macie całkiem inny rynek i inne podmioty - dodała.

W debacie Forum poświęconej nowym technologiom w energetyce pojawiła się krytyka naszego zachodniego sąsiada za niedostatek innowacyjności u faktycznie największej potęgi technologicznej w energetyce. Zarzut braku innowacji ma rzekomo wynikać z tego, że zainstalowanie tamże 1,7 mln urządzeń OZE u prosumentów i znaczącej ilości farm wiatrowych doprowadziło do przesyłania zielonej energii niemieckim odbiorcom przez polskie sieci (tzw. przepływy karuzelowe). Niby to prawda (przynajmniej jeśli chodzi o farmy wiatrowe), ale ta prosta konstatacja doprowadziła do wniosku, że … realnie to Niemcy są zapóźnione technologicznie, a to wydaje się już zdecydowanie zbyt daleko idącym wnioskiem. Niemcy już 20 lat temu rozpoczęły prawdziwą rewolucje w energetyce i rozwinęły zdecentralizowaną technologie burzącą, opartą na OZE, i jeżeli stwarza ona realny problem to wkrótce pojawi się i realne rozwiązanie. Innowacyjności najbardziej sprzyja stabilność rozumiana jako spójność polityki i prawa, w tym zgodność z polityka unijną i trendami światowymi. To dlatego Niemcy inwestują w nowe technologie energetyczne, a przede wszystkim w produkcję urządzeń dla energetyki bo to produkcja urządzeń, a nie energii jest miernikiem innowacji technologicznych. A tymczasem wg GUS w polskiej energetyce, pomimo olbrzymich środków UE, liczba inwestycji w produkcje urządzeń elektrycznych (w pierwszym półroczu 2017 ponownie obniżyła się aż do 55% w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku, już i tak bardzo złego dla inwestycji w energetyce. W dodatku wartość inwestycji w wytwarzanie energii także spadła w tym samym czasie do 83%.

Wielkimi nieobecnymi na Forum, bez których całą dyskusja o energetyce musiała być co najmniej ułomna lub wręcz prowadzić na manowce byli: przedstawicie KE, krajów unijnej 15-ki, w tym zwłaszcza Niemiec (gościem był dyrektor z niemieckiego Stowarzyszenia Importerów Węgla, który materializował nasze nadzieje na eksport węgla, którego nie mamy i którego Niemcy nie będą wkrótce potrzebować), organizacje małych i średnich przedsiębiorców, samorządy. Wtedy gdy UE finiszuje z Pakietem zimowym i jasną proklimatyczną zdecentralizowaną i innowacyjną strategią energetyczną do 2030 roku, która zmienia obraz energetyki której podstawą ma być OZE, polskie koncerny dyskutują o tym jak będą organizować akwizycję staru-upów w oderwaniu od przyszłego miksu czy strategii energetyki, bo politycy z konferencji na konferencję proponują różne rozwiązania. Nietrudno jednak zauważyć że sojusz oparty na sponsorowanej promocji wzajemnych usług państwa i spółek „wypycha” tych nieobecnych uczestników z debaty publicznej (jako niewygodnych), a jednocześnie pod naciąganym szyldem patriotyzmu gospodarczego tworzy problemy w innym obszarach polityki państwa, w szczególności w obszarze polityki zagranicznej i regionalnej.

Prezydent Andrzej Duda oraz Marszałek Sejmu Marka Kuchciński w swoich wystąpieniach próbowali osłabić deklarowaną w resorcie energii antyunijność polityki energetycznej i podjęli wysiłek odejścia od negatywnych narracji w stosunkach z UE i Niemiec. Jednym z powodów mogło być to, że w trakcie trwania Forum okazało się, że Polska (ze Słowacją i Węgrami) przegrały w Trybunale Sprawiedliwości UE skargę o mechanizm realokacji uchodźców i można się spodziewać kolejnych działań UE i KE, które dotkną nas finansowo i jeszcze bardziej osłabią politycznie na forum Wspólnoty. Na domiar złego, za problemem uchodźców skrywa się inny problem - zmian klimatu, za które polska energetyka w coraz większym wymiarze odpowiada. Energetyczny sojusz państwach spółek i państwa zaczyna przysparzać coraz więcej problemów samemu państwu. Przed zakończenie Forum w Krynicy spółki ogłosiły kolejny ryzykowny projekt oparty na związkach personalnych z politykami i wzajemnie świadczonych interesach. Chodzi o zaangażowanie Polskie Fundacji Narodowej - w której znalazły się wszystkie sztandarowe energetyczne spółki skarbu państwa, która statutowo miała sławić polską markę i Polskę zagranicą - we finansowanie kampanii, która będzie rozgłaszała światu, że polski sędzia to synonim niesprawiedliwości. Nie odbierając prawa do działań powołanej w imię szczytnych idei Fundacji, należy wątpić czy tak pomyślana kampania zachęci zagranicznych inwestorów do inwestycji w naszym kraju, a inne państwa do współpracy.

Interes na większych nie może wykluczać, czy wiec cenzurować mniejszych. Czy Ministerstwo Energii, skarb państwa i jego spółki są w stanie rozwiązać kluczowe problemy energetyki bez dialogu UE, bez sektora prywatnego, bez szerszej debaty i zaangażowania parterów? Można sobie wyobrazić, że UE poszła swoją drogą i postanowiła już dalej nie zajmować się Polską, i to tłumaczy nieobecność na konferencjach energetycznych jej wysokich przedstawicieli. Ale szczególnie w tej sytuacji na konferencjach energetycznych widoczny jest brak uczestnictwa w debacie przedstawicieli MŚP, lokalnego biznesu czy niezależnych ośrodków myśli o energetyce w szerszej perspektywie niż tylko interes spółek skarbu państwa. Deklarowana przez wielkie firmy ekologiczność i innowacyjność wypadają jeszcze dobrze na konferencjach, ale brzmi to niestety coraz mniej wiarygodnie.

Tekst jest streszczaniem dłuzego artykułu na Blogu "Odnawialnym"
Trwa ładowanie komentarzy...